Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Na co nie warto iść do kina, czyli krótka recenzja "Baby są jakieś inne"

Artykuł zawiera spoilery!

Jaki jest idealny film, dla jego twórców? Taki, który niewielkimi nakładami kosztów, przyniesie duże zyski. Zdaje się, że z takim właśnie filmem mamy do czynienia w przypadku komediodramatu "Baby są jakieś inne", w reżyserii Marka Koterskiego --> http://filmaster.pl/film/baby-sa-jakies-inne/

Reżyser przyzwyczaił Nas, do obrazów, które w komiczny, trochę przerysowany i przesadzony sposób, wyśmiewają otaczającą nas rzeczywistość i ludzkie (tudzież: typowo polskie) przywary. W poprzednich filmach Koterskiego mieliśmy okazję przejrzeć się w krzywym zwierciadle, momentami - nieźle się przy tym bawiąc.
Z pozoru, nowy film reżysera bazuje na podobnym schemacie. Tym razem Koterski "trąca" delikatny temat 'wojny damsko-męskiej' - a bardziej męskiego, stereotypowego wglądu w kobiecą psychikę i sposób postępowania.

Film ten, w 99% składa się ze scen, w których para bohaterów (w których role wcielili się Robert Więckiewicz i Adam Woronowicz), podróżując w nieznanym celu samochodem, rozmawia (a bardziej: agresywnie narzeka) o kobietach. Podczas swoich wywodów i opowieść "z życia wziętych", faceci ci, starają się przeanalizować schematy zachowań kobiet i wniknąć w meandry kobiecej psychiki oraz pojmowania świata.
Napisałem "rozmawia", choć często wypowiedzi bohaterów, to właściwie monologi pełne zacietrzewienia i jadu; i choć są często zabawne i momentami trafne, to jednak szybko męczą i rozstrajają psychicznie.
By urozmaicić nieco tą monotonię jazdo-gadaniny, reżyser sięgnął po kilka krótkich przerywników w postaci, ni to wyobrażeń bohaterów, ni to artystycznych odskoczni, z udziałem kobiet. Również dla higieny psychicznej widza, ujęcia samochodu i bohaterów ukazywane są z różnej perspektywy.

Zabiegi "odnudzające" niewiele jednak pomagają. Film mocno nuży już po 20-30 minutach oglądania. Zabawna formuła, facetów narzekających na kobiety, wyczerpuje się niezwykle szybko. Dobry nastrój szybko zastępuje podirytowanie, które szybko zamienia się w rozdrażnienie. No bo ileż można słuchać w kółko, jakie te kobiety są złe i jakież to życie bez nich, byłoby mniej skomplikowane? Odniosłem nawet wrażenie, że są to prywatne wynurzenia reżysera/scenarzysty, spowodowane trudnym dzieciństwem, tudzież nieudanym małżeństwem.
Niewiele pomaga również dobra gra aktorów (która, nota bene, jest na prawdę niezła) - bo choć wycisnęli oni maksimum swoich umiejętności, by ożywić monotonne sceny, to cudów, niestety, nie zdziałali.

Na siłę, można jednak wyciągnąć jakąś puentę z tego filmu. Zdaje się, że reżyser miał w zamyśle pokazać, że faceci, tak na prawdę niewiele się od kobiet różnią - są tak samo irytujący, dla kobiet, jak kobiety dla mężczyzn. Zachowują się podobnie, mają te same wady, lecz u siebie zdają się ich nie zauważać. Można też wyciągnąć pewne wnioski odnośnie ludzkiej wrażliwości i pamiętliwości - uświadomić sobie, jak pewne, pozornie - drobiazgi, mają wpływ na życie innych ludzi.

Reasumując: nuda, nuda, nuda i jeszcze raz nuda - kilka dobrych dialogów, niezła gra aktorska, a poza tym, niewiele z tego wynika. Siedząc w kinie zastanawiałem się czy nie opuścić sali (gdybym był sam, zapewne bym tak zrobił) - modliłem się o puentę i napisy końcowe. Sala kinowa, na początku pełna, w trakcie seansu wyraźnie pustoszała - to wiele mówi.
Film dobry do obejrzenia w domu, w jesienny wieczór, jednak wybranie się na niego do kina, to (moim zdaniem) strata czasu i pieniędzy.

eng eng

Chciałbym zadać twórcy tego artykułu pytanie związane z przekazem jaki niesie ten film. Proszę moje pytanie potraktować bardzo poważnie. Czy współczesny egzystencjalizmy wciąż docieka co w człowieku egzystencjalnie jednostkowe oraz co stawia tego człowieka ustawicznie wobec alternatywy "albo - albo"? Bardzo chciałbym poznać odpowiedź na to nurtujące mnie pytanie.

.

bezludna bezludna

U mnie sala była prawie pełna (na pewno ponad sto osób), kino studyjne i nikt w trakcie seansu nie wyszedł, więc dla mnie "wychodzenie w trakcie" tego filmu jest ciekawym zjawiskiem ;) owszem, było kilka nużących momentów, nawet nie potrafię powiedzieć, które to były (łatwiej opowiada się o tym, co było zabawne), no i w ogólnym rozrachunku nie było źle. A puenta wynurzeń wg mnie brzmiała raczej podobnie do powiedzonka: kobiety - z nimi źle, bez nich jeszcze gorzej. Ale widocznie autor recenzji przysnął pod koniec ;)

.

Grigorij Grigorij

@ eng - odpowiadając na Twoje pytanie: "oczywiście - choć nie do końca". Motywy egzystencjalne widoczne są w filmie dosyć wyraźnie - można by chyba nawet powiedzieć, że stanowią jego istotę. Nie można jednak, według mnie, odnosić fabuły filmu do całej idei - a jedynie do jej części. Mam tu na myśli silne poczucie bohaterów, o niedoskonałości natury ludzkiej (a konkretnie kobiecej - w ich mniemaniu). A czemu 'nie do końca'? a dlatego, że dwaj bohaterowie nie są w stanie dojrzeć w sobie negatywów, z kolei gotowi są bezlitośnie wytknąć wszystkie słabości i wady innym. Do tego dochodzi problem wypełnienia życia codziennego troskami - czyli egzystencjalny motyw tragizmu. Z wypowiedzi postaci wywnioskować można, iż uważają oni swe życie za naszpikowane trwogą i troskami, za co (ich zdaniem) winę ponoszą kobiety.
Jeśli chodzi o alternatywę - bohaterowie jej nie mają - sami przyznają, że "bez kobiet, nie byłoby warto wstawać rano z łóżka".

@ bezludna - dziękuję za dopełnienie recenzji Twoim komentarzem :) może faktycznie nieco przesadziłem w negatywnej ocenie tego filmu - takie jednak były moje pierwsze, świeże odczucia ;) co zaś się tyczy opuszczania sali - seans zaczął się o 22:05 - może po prostu, o tej godzinie, próg wytrzymałości na monotonię się mocno obniża? ;)

.

bezludna bezludna

Możliwe, w takim razie rada, dla tych, którzy filmu nie widzieli - OGLĄDAJCIE TEN FILM PRZED 22 ;-)

.

mazureQ mazureQ

Koterski przyzwyczaił nad do poziomu filmu jak z "Dnia świra", który nomen omen wygrał chyba Filmasterowy plebiscyt na najbardziej kultowy polski film. Nie ma się więc co dziwić, że "Baby..." zgarniają mierne recenzje. W przypadku innego reżysera może by to i uszło za kino dobre, ale od Koterskiego wymagamy już prawdziwej klasyki ;)

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook